„W IR praktyka bez teorii na niewiele się zda” – wywiad z Agnieszką Klejne

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Agnieszką Klejne – doświadczonym praktykiem IR, od wielu lat związanym z rynkiem finansowym. Agnieszka pierwsze zawodowe szlify zdobywała w spółce będącej liderem w doradztwie finansowym. Następnie pracowała w międzynarodowych koncernach świadczących usługi finansowe. Przez przeszło dwa lata zajmowała się ustalaniem celów i tworzeniem strategii marketingowych spółek notowanych na NewConnect, jak również spółek posiadających status Autoryzowanego Doradcy ASO. Obecnie prowadzi własną działalność (Best Communication) – Grzegorz Surma

/Grzegorz Surma/ Relacje inwestorskie to w Polsce nadal stosunkowo młoda dziedzina wiedzy. Ten „młodszy brat PR” jest moim zdaniem na zupełnie innym, wcześniejszym etapie rozwoju niż zwykłe public relations. Można również zaobserwować tendencję ,iż od 2005 r. relacje inwestorskie (po istotnych zmianach prawnych) nabrały mocnego przyspieszenia. Osobiście w polskim IR widzę ogromny potencjał – gdybym w to nie wierzył i nie analizował otoczenia, ten wortal nigdy by nie zaistniał. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat? Czy jest szansa, by w najbliższych latach IR nadgoni pod względem stopnia rozwoju polskie public relations? Jeżeli tak, to dlaczego?

/Agnieszka Klejne/ Polski rynek kapitałowy wciąż się rozwija, konsekwencją, czego będzie również rozwój relacji inwestorskich. IR będzie coraz ważniejszy, jednak przypuszczam, że zajmie to jeszcze trochę czasu. Niestety, jakość relacji realizowanych przez emitentów nie rośnie tak szybko jak ilość spółek notowanych na warszawskim parkiecie. Wciąż brakuje osób odpowiedzialnych za relacje inwestorskie w spółkach, jak również PR jest mylony z IR. Zarządy często myślą, że jak zatrudnią marketingowca czy PR’owca to sprawa załatwiona. A tak nie jest.

Wiele mówi się o braku wykształconych osób w branży IR. Czy uruchomienie branżowych studiów podyplomowych (m.in. SGH) może odmienić tą tendencję? Może najlepszą drogą do zaistnienia w relacjach inwestorskich jest po prostu praktyka w spółkach giełdowych, bądź regularne uczestniczenie w szkoleniach, a taki kierunek to jednak zbędna inwestycja?

Praktyka bez teorii na niewiele się zda. Jeśli na studiach wykładać będą osoby aktywnie działające w obszarze RI, a po nich odbędzie się staż w jednej ze spółek to jestem jak najbardziej na „tak”. Ciężko o prowadzenie dobrych relacji inwestorskich od razu po studiach. Wymaga to pewnego doświadczenia. Uczestnictwo w szkoleniach jest jak najbardziej wskazane. Uważam, że środowisko osób zajmujących się relacjami inwestorskimi powinno się integrować, wspierać, wymieniać doświadczeniami.

Jeżeli chodzi o integrację środowiska polskiego IR-u, instytucja taka jak Polski Instytut Relacji Inwestorskich praktycznie zawiesiła działalność (ich strona www zniknęła z sieci), tak samo było z jej aktywnością (była minimalna, nie ukrywajmy).

Pamiętam jak przeszło dwa lata temu chciałam się włączyć w prace PIRI – dowiedziałam się, z kim mam rozmawiać, zadzwoniłam, powiedziałam, że chciałabym móc czasem uczestniczyć w spotkaniach Instytutu, coś zrobić, poznać ludzi, powymieniać się doświadczeniem, a przede wszystkim czegoś nowego się nauczyć – nie ukrywajmy, że w PIRI członkami były wybitne osoby. W zamian dowiedziałam się, że przyjrzą się mojej pracy, że członkowie Instytutu spotykają się wyłącznie w Warszawie i spotkania są umawiane mailowo i nikt o nich nie wie z „zewnątrz”. Odczułam niechęć. Robienie pod górkę. Szkoda, bo uważam, że takie spotkania powinny być zarówno dla członków, jak i osób, które chciałyby przynależeć do danej instytucji czy stowarzyszenia, które chcą uczyć się od osób, mających duże doświadczenie. Polski Instytut Relacji Inwestorskich miał niesamowity potencjał, który w moim odczuciu nie został wykorzystany.

Moim zdaniem, co się odwlecze, to nie uciecze. Rynek nie znosi próżni. Wortal Relacji Inwestorskich chętnie zajmie miejsce PIRI i ich szkoleniowo – edukacyjną rolę. Nie zamykam łamów przed nikim, kto ma coś do powiedzenia nt. polskiego IR, spółek giełdowych, rynku kapitałowego i chce tą wiedzą podzielić się z innymi. Tym sposobem na dzień dzisiejszy stanowimy największą polską branżową platformę wiedzy nt. relacji inwestorskich, a zrealizowaliśmy może 1% naszych dotychczasowych pomysłów 🙂 Ale wracajmy ad rem.

Wspomniałaś o kwestii staży i rekrutacji z branży. Wiele w tym miejscu zależy od podejścia zarządów spółek – jeżeli postawią na IR i ludzi z doświadczeniem, umożliwią udział w stażach, zdobywanie doświadczenia to dalsze kształcenie kadr będzie jak najbardziej realne. Moim zdaniem polski IR odbiega od modeli zagranicznych. Nie tak dawno w krajach zachodnich stanowisko w relacjach inwestorskich często stanowiło ukoronowanie kariery, branżą zajmowały się osoby, które wcześniej spędziły wiele lat w spółce na różnych stanowiskach, najczęściej decyzyjnych i nadzorczych. W ostatnich latach ta tendencja się zmieniła, do branży weszło dużo młodych osób. W Polsce od samego początku przewaga młodych ludzi w relacjach inwestorskich jest widoczna. Tą średnią wieku można zaobserwować na szkoleniach, spotkaniach etc. Jak sądzisz, które rozwiązanie z czasem zwycięży? Czy lepiej stale wpuszczać „świeżą krew” do IR-u, czy raczej powinien on być wykonywany przed osoby z dużym doświadczeniem i kilku, bądź kilkunastoletnim stażem w danej spółce giełdowej?

Problem jest jednak szerszy. Widać to szczególnie w spółkach notowanych na NewConnect. Tam relacjami inwestorskimi w większości przypadków zajmuje się zarząd. W takim przypadku to nie jest kwestia – osoba młodsza czy starsza – tylko jak prezes zarządu czy wiceprezes ds. finansowych zajmuje się RI mając mnóstwo swoich obowiązków czysto zarządczych?

Moim zdaniem to kompletnie niemożliwe, tak samo jak błędne jest delegowanie zadań relacji inwestorskich do komórki Biura Zarządu/sekretariatu etc. – nie chodzi tu o nazewnictwo. Osobny dział ze zdefiniowanym zakresem obowiązków, wyznaczona ze spółki bądź zatrudniona z zewnątrz osoba/osoby to najbardziej efektywne rozwiązanie.

Ostatnio chciałam się dowiedzieć kilku informacji od spółek i zamiast pisać maila postanowiłam zadzwonić. Wybierałam numer ogólny na recepcję i prosiłam o połączenie z osobą, która zajmuje się w spółce relacjami inwestorskimi. Niby banał. Jednak po kilku pierwszych telefonach byłam przerażona. To ja asystentkom czy recepcjonistkom tłumaczyłam, z kim chcę rozmawiać. To ja im mówiłam, że są spółką notowana na giełdzie i że chcę zadać kilka pytań, tylko nie wiem, z kim kompetentnym mogłabym na taki a taki temat porozmawiać, bo na stronie www nie ma informacji, z kim się bezpośrednio kontaktować. A odpowiedzi padały przeróżne – myślę, że zarządy byłyby przerażone niewiedzą swoich pracowników.

Koszmarna wizerunkowo sytuacja, którą opisujesz powyżej jest do uniknięcia, jeżeli dana spółka wdroży (i będzie przestrzegać) standardów polityki informacyjno-komunikacyjnej w swoim przedsiębiorstwie. To dopiero początek drogi. Jeżeli taka polityka nie istnieje bądź zdefiniowana jest w zbyt mglisty sposób, generuje jedynie chaos informacyjny, przerzucanie się niechcianymi obowiązkami między firmowymi działami, czyli klasyczną „spychologię”. Wszystko zaczyna się od zarządu spółki. Jego aktywność w tej materii jest moim zdaniem kluczem do sukcesu (pisaliśmy już o tym kilkukrotnie).

Odpowiedź najczęstsza: „Przepraszam, kogo?”. Ale były też inne – poczciwe – „prezes się chyba tym zajmuje, ale ma złamaną nogę i nie odzywa się do nas, więc proszę spróbować za miesiąc”, uczciwe – „nie ma u nas takiej osoby, ale myślę, że prezes mógłby pomóc, tylko jest w rozjazdach, więc proszę wysłać maila”, poprzez – mnie osobiście – zatrważające – „takimi sprawami zajmuje się pani/pan ZXY, ale mam zakaz przełączania do tej osoby, więc proszę wysłać maila – pewnie odpowie”. Dodajmy, że z czystej ciekawości obdzwoniłam przeszło 50 spółek notowanych na NewConnect – bez wybierania, po prostu, na którą mój wzrok padł na spisie do tej dzwoniłam. Udało mi się porozmawiać z kompetentnymi osobami w 8 spółkach.

16% skuteczności nie przynosi chluby rynkowi NewConnect – jednakże cały czas wierzę w jego potencjał. Rynek NewConnect (podobnie jak polski IR) znajduje się dopiero na początku drogi. 30 sierpnia 2012 r. mija pięciolecie jego istnienia.

Odpowiadając jednak na wcześniejsze pytanie – uważam, że osoby młode równie dobrze mogą realizować cele i zadania relacji inwestorskich. Faktycznie – w porównaniu do modelu zachodniego brakuje osób dojrzałych, doświadczonych, jednak nasz rynek jest relatywnie młody i myślę, że osób starszych nam jeszcze przybędzie. Ważniejsze na chwilą obecną, w moim odczuciu, jest uświadomienie wszystkim zarządom spółek notowanych na warszawskim parkiecie, że relacje inwestorskie powinny być realizowane i powinny być do tego dedykowane osoby,  by nie było takich sytuacji jak wymieniłam powyżej.

Pięciolecie NewConnect wydaje się być dobrą okazją do pewnego podsumowania tego, co dotychczas się działo i wyciągnięcia wniosków. Oby nie zrobił tego wyłącznie regulator, lecz również spółki notowane na małej giełdzie. By emitenci zauważyli korzyści płynące z prawidłowo prowadzonych relacji inwestorskich, a także by docenili osoby zajmujących się tą działką. Bo to nie jest łatwa praca.

Najlepsi z dzisiejszych specjalistów ds. IR z czasem awansują na dyrektorów IR bądź członków zarządu koordynujących tą kwestię. Wraz z rozwojem polskiego IR-u, będą zatrudniać nowe osoby chcące podjąć pracę w branży. Czekają nas duże zmiany w ciągu najbliższych 5-ciu lat. Wierzę w to; powoli obserwuję powolną zmianę mentalności decydentów spółek giełdowych i docenienie pozytywnego wpływu IR na prowadzenie odpowiedzialnego biznesu.

Myślę, że zanim się tak stanie to jeszcze trochę wody w rzece musi upłynąć. Budżety w spółkach są małe i tnie się na wszystkim, czym się da. Pierwszy oczywiście idzie pod nóż marketing i łączone z nim relacje inwestorskie. Tendencje są może wzrostowe, ale na pewno niższe aniżeli wszyscy by oczekiwali. Wierzę jednak, że z miesiąca na miesiąc tendencje będą wzrostowe.

Moje kolejne pytanie jest w pełni związane z branżą – dlaczego właśnie relacje inwestorskie? Co sprawiło, że zainteresowałaś się komunikacją na rynku kapitałowym? Przypadek, zaplanowana ścieżka kariery czy może przyczyna leży kompletnie gdzie indziej?

W moim przypadku była to naturalna konsekwencja. Po kilku latach pracy w finansach podjęłam pracę jednej ze spółek, która po jakimś czasie sama pozyskała kapitał z giełdy. Wiedziałam jak prowadzi się relacje inwestorskie od strony spółki notowanej na NewConnect, jak również od strony agencji zajmującej się RI, poprzez wspomaganie kilku emitentów w wypełnianiu obowiązków informacyjnych.

Print This Post Print This Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

two × three =