Raporcie kwartalny – zostań!

W najbliższych kwartałach polskim rynkiem kapitałowym możne porządnie wstrząsnąć. Wszystko zależy od tego, w jakim ostatecznym kształcie zostanie wdrożona w praktyce dyrektywa Parlamentu Europejskiego 2013/50/UE, która weszła w życie 26 listopada 2013 r.

Pod tym enigmatycznym oznaczeniem kryje się Dyrektywa „W sprawie harmonizacji raportowania okresowego (..)”. Przekładając tą „harmonizację” na zrozumiały dla dużych i małych język, w praktyce jej pełne wdrożenie oznacza likwidację obowiązku sprawozdawczego w postaci raportów kwartalnych. Utrzymane zostałyby jedynie raporty półroczne jak i roczne (jednostkowe i skonsolidowane).

Prawdę mówiąc, gdy pierwszy raz natknąłem się na tą informację, nie byłem w stanie uwierzyć, iż ktoś jest zdolny do wygenerowania takiego legislacyjnego kuriozum…

Europejski regulator przedstawia oczywiście argumenty na obronę swej tezy. Otóż uznaje on, iż kwartalny obowiązek sprawozdawczy jest zbyt uciążliwy finansowo dla małych i średnich emitentów. Ponadto raporty kwartalne stanowią wątpliwą użyteczność dla inwestorów i zniechęcają ich do długoterminowych inwestycji.

Oczywiście, łaskawy Parlament pozostawił pewien wyjątek od powyższej reguły. Na poziomie kraju członkowskiego miejscowy regulator (w naszym przypadku byłaby to Giełda Papierów Wartościowych) może wewnętrznym przepisem utrzymać obowiązek kwartalnej sprawozdawczości, jednak (nie może być przecież za łatwo!) pod dwoma istotnymi obostrzeniami:

1) koszty przygotowania raportu kwartalnego nie mogą być nieproporcjonalnym obciążeniem finansowym dla małych i średnich emitentów,

2) dodatkowa informacja finansowa musi stanowić wartość dodaną dla inwestorów i  interesariuszy, wpływając na podjęcie decyzji inwestycyjnej.

Tak oto w wielkim skrócie przedstawiają się najważniejsze elementy tego dokumentu.

Unijna biurokracja musi udowadniać swoją przydatność z uporem godnym lepszej sprawy, tworząc podobne prawne koszmarki. Ostry protest Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych zatem zupełnie mnie nie dziwi.

Dlaczego zatem uważam taki projekt za kuriozalny? Po kolei – bycie emitentem notowanym na warszawskim parkiecie wiąże się nie tylko z korzyściami (np. w postaci relatywnie najtańszego kapitału, pozyskiwanego dzięki IPO). To również szereg obostrzeń. Pełna transparentność, kary za opóźnienia w raportowaniu, identyfikacja zdarzeń które możemy określić jako informację poufną, przekrojowa znajomość wielu aktów prawnych, problemy związane z interpretacją wielu przepisów i rozporządzeń itd. Za złamanie standardów i nieprzestrzeganie obowiązków informacyjnych spółka może zostać w ostateczności usunięta z indeksów (pomijam już aspekt kar finansowych i pozbawienia wolności, które wiążą się z „kreatywnym” traktowaniem swych obowiązków wobec KNF-u).

Jaki z tego morał? Podmiot giełdowy to podmiot w pełni profesjonalny. Zdaje sobie sprawę, z czym wiąże się giełdowa obecność, ale akceptuje swe obowiązki i ryzyko, które występuje zawsze.

Po drugie – jak można twierdzić, iż sprawozdawczość kwartalna jest uciążliwa, gdy de facto spora część polskich emitentów korzysta z możliwości, które daje im „Rozporządzenie w sprawie informacji bieżących i okresowych (…), ograniczając ją jedynie do dwóch raportów w roku – pierwszego i trzeciego kwartału? Poza tym raport kwartalny nie jest aż tak obszernym dokumentem oraz nie podlega obligatoryjnemu audytowi przez biegłego rewidenta (jak raporty półroczne i roczne). Czy naprawdę bycie fair wobec swoich interesariuszy i inwestorów, ryzykujących swe pieniądze jest wg. PE aż takim problemem?

Najbardziej zabawny jest fakt, iż większość giełdowych emitentów nie ma większego problemu z wypełnianiem kwartalnego obowiązku informacyjnego (zarówno ci z rynku regulowanego ,jak i NewConnect).

Last, but not least – transparentność. Gdyby unijna dyrektywa została wdrożona w stuprocentowej postaci, pierwszy raport okresowy (myślę o półrocznym) trafiłby w ręce inwestorów i analityków we wrześniu. Co to znaczy? Dziewięciomiesięczną ciszę informacyjną. Jeżeli dodatkowo emitent jest z gatunku „tych milczących” i guślarską tajemniczością obdarza swoje różnorakie dokonania, sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej.

Dziewięć miesięcy to aż nadto, by emitent zniknął z rynku, pozostawiając inwestorów z nic nie wartymi elektronicznymi „świstkami” na swoich rachunkach inwestycyjnych. Kolejne ryzyka wiążą się z potencjalnym insider tradingiem oraz wyciekiem informacji poufnej. Ryzyko dysproporcji informacyjnej (które w obecnym systemie prawnym niestety już się zdarza) wzrosłoby o kilkaset procent.

Reasumując – demokracja to najgorszy system, ale nikt jeszcze nie wymyślił lepszego. Podobnie jak z utrzymaniem obecnego status quo giełdowej sprawozdawczości kwartalnej. Teraz piłeczka jest po stronie krajowych regulatorów. Najbliższe miesiące pokażą, która opcja zwycięży.

My zdecydowanie wołamy „raporcie kwartalny – zostań!”

Grzegorz Surma

Print This Post Print This Post

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

five × 2 =