Nie dorośli do GPW

Niektórzy twierdzą, iż debiut na giełdowym parkiecie jest naturalną decyzją przedsiębiorstwa w określonej fazie rozwoju. Niektórzy traktują to jako prestiż, ukoronowanie wielu lat ciężkiej pracy, inni szukają już na stracie swej działalności szukają szansy i środków na rozwój na rynku NewConnect. Jeszcze inni mimo że skutecznie przeprowadzili IPO, na giełdzie nigdy nie powinni się znaleźć…. Bo po prostu mentalnie nie dorośli do rynku kapitałowego. Z kilku ważnych powodów, które staram się ująć poniżej..

Mistrzowska bezczynność

Co charakteryzuje takich emitentów? Słomiany zapał do działania, który kończy się z reguły w momencie, gdy zarząd takiej spółki uświadamia sobie rozmiar obligatoryjnej sprawozdawczości, która wiąże się z byciem na giełdowym parkiecie. Komunikacja z rynkiem kapitałowym również traktowana jest jako zło konieczne. Obowiązki działu relacji inwestorskich są rozrzucone po całej firmie. Część wykona marketing, część sekretariat, księgowość i dział prawny zrobi resztę. Najczęściej nikt do końca nie wie, za co jest w pełni odpowiedzialny, co rodzi klasyczną spychologię i obarczanie odpowiedzialnością współpracowników. W takim wariancie z reguły przegrywa najmniej asertywna jednostka. Czasami jest szansa, iż spółka zacznie większość zadań IR-u outsourcować na zewnątrz bądź w końcu zdecyduje się na zatrudnienie IR managera. Jednakże niewiele to pomoże, jeżeli nie dojdzie do zmiany w mentalności władz spółki (już kiedyś o tym wspominaliśmy na łamach wortalu). Dokładnie tak – to podejście zarządu jest miarą sukcesu bądź porażki relacji inwestorskich w spółce giełdowej. Jak wyglądają inne grzechy spółek, charakteryzujących się takim podejściem:

  • silna centralizacja w zarządzaniu (zarząd z autorytarnym zacięciem; przekonuje go bardziej polityka kija, niż marchewki wobec podległych pracowników, w tym specjalisty ds. IR. Każdy dział poza stricte szeroko pojętymi sprzedażowymi traktuje jako generator kosztów.);
  • lekceważenie interesariuszy rynku kapitałowego (inwestorów, analityków, dziennikarzy. Takie spółki odpowiadają lakonicznie bądź nie odpowiadają wcale na zapytania z rynku, odwołują spotkania w ostatniej chwili, wykazują niechęć do jakiejkolwiek dodatkowej aktywnością poza obligatoryjną sprawozdawczością. – nie zmienia to faktu, iż przy każdym bardziej rozbudowanym raporcie bieżącym: np. umowa znacząca czy ważna informacja poufna toczy się wojna z zarządem, który najchętniej nie opublikował by żadnego komunikatu dla uczestników rynku kapitałowego, bo „po co o tym mówić, kogo to interesuje?” etc.);
  • niechęć do tworzenia planów, harmonogramów oraz budżetów dla działu IR jak i wdrożenia standardów polityki informacyjnej. Odpowiedzmy sobie szczerze – jak można wprowadzić w życie skuteczny plan działań IR, nie posiadając zaakceptowanego harmonogramu działań czy budżetu, który mamy do wykorzystania w danym roku? Naszym zdaniem to mało realne i bardzo nieskuteczne.

To może zdarzyć się wszędzie

Co ciekawe, takie podejście nie jest ściśle powiązane z daną branżą – może zdarzyć się praktycznie wszędzie – w spółce handlowej, budowlano – inżynieryjnej,  deweloperce etc. stosunkowo najrzadziej w sektorze nowych technologii. Naszym zdaniem można pokusić się o sformułowanie jednej podstawowej przyczyny takich komunikacyjnych patologii – firmy rosły szybciej, niż zmianie ulegała mentalność ich zarządów czy właścicieli. Niektórzy ludzie po prostu nie sprawdzają się w nowoczesnym zarządzaniu na pewnych etapach rozwoju przedsiębiorstwa.  Skutkiem wzrostu była decyzja o IPO,  tymczasem podejście nie ulegało jakimkolwiek korektom, nadal pozostając mentalnie na etapie połowy lat 90 – tych., gdy sieć szerokopasmowa nie istniała, strona internetowa była wymysłem i fanaberią, marketing ograniczał się do rozdawania wizytówek i wysyłania ofert pocztą bądź faksem a o relacjach inwestorskich z prawdziwego zdarzenia można było poczytać w amerykańskiej literaturze.

Dla dobra polskiego IR-u, dobrych praktyk oraz standardów komunikacyjnych najlepiej by było, by tego typu spółki jak najszybciej zniknęły z warszawskiego parkietu. Po co im status spółki publicznej? Dla prestiżu? Jedynie dla tych x PLN uzyskanych z IPO. A to naprawdę nie jest argument w realiach AD 2012.

Grzegorz Surma

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

17 − 3 =