„Mam żal przede wszystkim do polskich ustawodawców” – rozmowa z p. Wiesławem Żywickim, Wiceprezesem Zarządu TelForceOne S.A.

/Grzegorz Surma/ Dzień dobry, Panie Prezesie. Na wstępie naszej rozmowy chciałbym prosić o kilka słów na temat Państwa Spółki dla naszych Czytelników. Czym zajmuje się TelForceOne? Jaki jest jej profil biznesowy?

foto_zywickiw/Wiesław Żywicki, Wiceprezes Zarządu TelForceOne S.A./ Dzień dobry Panu. Grupa Kapitałowa TelForceOne to dystrybutor i producent elektroniki konsumenckiej produkowanej pod własnymi markami (w tym smartfonów myPhone) działający na terenie całej Europy.

Obecnie Państwa Spółka znajduje się w procesie delistingu. Jakie były najważniejsze przyczyny podjęcia tak istotnej decyzji, jak wycofanie spółki z giełdy?

 Wycofanie spółki z giełdy w drodze wezwania na 100% akcji celem delistingu to decyzja właścicielska.

Wywiady, których udzielił wzywający dominujący akcjonariusz Sebastian Sawicki wskazują, że podjął ja kierując się interesem spółki, coraz bardziej ograniczonej obowiązkami informacyjnymi w potencjalnych negocjacjach rynkowych z dotychczasowymi i nowymi partnerami handlowymi oraz otoczeniem biznesowym jak również analizując ewentualne bardziej ryzykowne długoterminowe szanse rozwojowe, które trudno mu podjąć ulegając typowym dla rynku giełdowego shortermizmem. Niektóre strategie biznesowe mogą dać efekt dopiero po kilku latach i takie ryzyko gotów jest podjąć wolny od presji czasu właściciel, trudno jest je natomiast zaakceptować rozproszonym akcjonariuszom grającym na stały wzrost.

Na polskim rynku kapitałowym od pewnego czasu możemy zaobserwować pewną niepokojącą okoliczność. Liczba giełdowych debiutów spada, a temat delistingu pojawia się coraz częściej (chociażby w dyskusjach). Moim zdaniem jedną z istotnych przyczyn takiej decyzji są zmiany prawne, związane z wejściem w życie Rozporządzenia MAR. Jak Pan ocenia te nowe regulacje, które inwigilują decydentów w stopniu do tej pory niespotykanym?

W moim przekonaniu rozporządzenie MAR dedykowane było do rynków kapitałowych o znacznie większej skali i doświadczeniach zarówno po stronie organów regulacyjnych jak i podlegających mu podmiotów. Średnia kapitalizacja podmiotów na LSE i DAX jest wielokrotnie wyższa niż na GPW, praktyka prawna kształtowana była przez wiele lat, jak i skala ewentualnych naruszeń po stronie rynku też  bywała w nieporównywalnie większej skali niż w polskiej rzeczywistości. Jednakże dotknęły – a raczej spętały – nas dokładnie takie same rygory i wysokości  kar. Mam żal przede wszystkim do polskich ustawodawców, że po kilku latach analiz zdecydowali się na mechaniczną akceptację rozwiązań unijnych tworzonych z myślą o innych rynkach i zagrożeniach.

Jeżeli obowiązki informacyjne są jednym z ważnych powodów wyjścia TelForceOne z GPW, to czy Pana zdaniem nie popełniamy systemowego błędu, w którym coraz więcej giełdowych emitentów zacznie rozważać, czy bytność na warszawskim parkiecie nie przynosi im więcej szkody, niż pożytku? Czy zatem KNF nie powinna wziąć pod uwagę tego typu tendencji?

Proszę mi wierzyć, że w wielu spółkach jest bardzo mocne przekonanie o otwartym i trudnym do zdefiniowaniu ryzyku związanym z wymogami prawnymi rynku kapitałowego i praktyką regulatora przy rosnących kosztach obsługi prawnych i informacyjnych wymogów giełdowych. Dobrym przykładem jest aktualne wezwanie Asseco Poland na akcje Asseco CE, gdzie  wskazany został  czytelny wymiar zmniejszenia kosztów związanych z byciem spółką giełdową. Nowa regulacja nie niesie w moim przekonaniu korzyści równoważących schłodzenie gotowości do przejścia przez Rubikon decyzji i przygotowań emisyjnych. Tym bardziej, że częstotliwość i ranga naruszeń nie była chyba do tej pory zbyt duża, skoro regulator rzadko korzystał z maksymalnych poziomów przysługujących mu wcześniej instrumentów dyscyplinujących w tym kar finansowych, które teraz oceniamy jako relatywnie niskie.

Nie jest tajemnicą, iż raporty bieżące i okresowe prócz rzeszy inwestorów i pozostałych interesariuszy są często starannie studiowane przez konkurencję. Czy spółka giełdowa powinna taki stan rzeczy akceptować, jako oczywisty fakt wynikający ze statusu spółki publicznej, nawet biorąc pod uwagę potencjalne straty biznesowe, które może ponieść z tego powodu?

Tak, spółka musi mieć świadomość, że jedną z konsekwencji wymogów informacyjnych jest niezwłoczne ujawnianie zamysłów przedsięwzięć, które mogą mieć charakter cenotwórczy. Zatem fakt wszelkich rozmów o ewentualnych nowych kontraktach handlowych, akwizycjach czy pozyskiwaniu finansowania powinien być publicznie komunikowany zanim jeszcze strony dokonają finalnych decyzji i zawrą umowy. Konkurencja niepodlegająca tym rygorom wertuje raporty i zaciera ręce. Fakt, że katalog zdarzeń tworzy spółka a nie jest on enumeratywnie określony rozszerza sferę subiektywności ocen, gdyż to co dla spółki przy jej skali działań jest zaledwie sondowaniem rynku, dla urzędnika oceniającego może mieć znamiona informacji poufnej. Dodatkowo warto zwrócić uwagę, że wymogi MAR-owskie niewiele mają wspólnego z ładem korporacyjnym, który budowany jest przecież na fundamencie dbałości o interes spółki, w tym przestrzegania zasad poufności i strategii przygotowywania i wewnętrznego ustalania planów rozwojowych.

Czy Pańskim zdaniem w przypadku spółki giełdowej obecnie będzie możliwe osiągnięcie status quo pomiędzy oczekiwaniami inwestorów, liczących na regularne i ważne informacje ze spółki, a ochronę interesów przedsiębiorcy i nienaruszanie jego pozycji konkurencyjnej?

Rzeczywiście uważam, że rośnie ryzyko po stronie zarządów spółek (a od lipca 2016 r. i rad nadzorczych), gdyż dodatkowo coraz większe są oczekiwania inwestorów dotyczące publikowania informacji poufnych, w tym szacunkowych danych o wyniku finansowym przed terminem publikacji formalnych raportów finansowych. Dochodzi do paradoksalnej sytuacji, gdy inwestorzy chcieliby – kosztem pozycji konkurencyjnej spółki – mieć pełną i gwarantowanie przewidywalną informację o przyszłych zdarzeniach gospodarczych i próbują dokonywać lekkiego szantażu. Nowa sytuacja prawna sprzyja im, ale zarządy powinny się kierować interesem spółki. Na pewno ważna będzie praktyka jak KNF będzie oceniał konkretne sytuacje, jednakże  ekspozycja na ryzyko jest duża.

Giełdowy regulator stoi na stanowisku, iż ochroną pozycji konkurencyjnej spółki giełdowej może być opóźnianie informacji poufnej. Osobiście uważam, że opóźnianie informacji poufnej pod nowymi regulacjami może rodzić duże ryzyko dla emitenta, o wiele większe niż do tej pory. Jakie jest  Pana zdanie na ten temat?

Całkowicie się z Panem zgadzam. Tym bardziej, że z biznesowego punktu widzenia moment opóźnionej informacji poufnej o zdarzeniu, które nie doszło do skutku również niesie ze sobą negatywne przesłanie i daje asumpt działaniom ocennym i konkurencyjnym po stronie otoczenia biznesowego.

Wyjście spółki z giełdy może pociągać za sobą również negatywne konsekwencje (np. obniżenie pozycji przedsiębiorstwa w przypadku warunków kredytowania przez banki). Jak Państwo się zapatrują na ew. niedogodności, wynikające z delistingu?

Niewątpliwie wizerunkowo może to mieć znaczenie, jednakże nie przesadzałbym z ocenami po stronie banków, które i tak do oceny kredytowej uzyskują bieżące wyniki śródokresowe w trybie umowy o poufności. Nie spotkałem się z sytuacją, by czynnik notowania na giełdzie był elementem  wskaźników ilościowych. Każda spółka akcyjna i tak podlega obowiązkowym badaniom przez biegłych rewidentów. Na pewno natomiast uspokojeni będą kontrahenci, którzy dowiedzą się że fakt prowadzenia rozmów z nimi a tym bardziej zawarcie kontraktu nie będzie przedmiotem publicznego komunikatu.

Co Pan ocenia jako największy pozytyw w dotychczasowej giełdowej bytności TelForceOne?

Systematyczny kontakt z instytucjami finansowymi  jest dużym doświadczeniem i ważną dyskusją co do fundamentów i perspektyw przedsiębiorstwa, która niewątpliwie kieruje zarząd na bardziej strategiczne  spojrzenie na prowadzony biznes.  To nie tak często podkreślana wartość dodana, szczególnie dla spółek, które są na etapie dynamicznego wzrostu i w trakcie przewartościowań planów. Jednakże koszt takiej swoistej usługi doradczej  jest niewspółmiernie wysoki.

Jakie Państwo macie plany na rozwój po zakończeniu etapu delistingu? Czy w spółce zajdą jakieś istotne zmiany?

Zarząd jest na razie skupiony na realizacji celów biznesowych IV kwartału, który w branży elektroniki konsumenckiej jest okresem żniw. Tempo ustalania długoterminowych planów zależy od momentu uzyskania niezbędnych zgód na delisting.

Grzegorz Surma

Print This Post Print This Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ten − four =