„IR to towar deficytowy, za który dobrze się płaci” – wywiad z Uzo Borewiczem, branżowym blogerem. Cz. 1

Dziś na wortalu wyjątkowy gość: branżowy bloger Uzo Borewicz, który bezlitośnie piętnuje uchybienia emitentów w zakresie bieżącej sprawozdawczości. Pierwszy raz w historii wortalu i rozmów, które przeprowadziłem mój rozmówca poprosił mnie o zachowanie anonimowości. Oczywiście uszanuję tą prośbę. Podczas lektury naszej rozmowy stanie się dla Was jasne, dlaczego Uzo podjął taką, a nie inną decyzję.

/Grzegorz Surma/ Witaj, Uzo! Na wstępie naszej rozmowy muszę zapytać, co zmotywowało Cię do założenia bloga o takiej tematyce? Masz aż tak kiepską opinię odnośnie transparentności na polskim rynku kapitałowym i kompetencjach spółek w tym zakresie?

/Uzo Borewicz/ Witaj. Powód jest zupełnie prozaiczny. Skoro spółki wchodzą na giełdę to decydują się wziąć na siebie ciężar komunikacji z rynkiem. Skoro podejmują taką decyzję, powinny robić to dobrze. Tu chodzi o zwykły szacunek i sympatię do inwestora, który uwierzył i zainwestował swoje pieniądze. Tego mi najbardziej brakuje na naszym rynku. Komunikacja spółek prowadzona jest na „odwal się”.

Zgadzam się z Tobą. Jak się powiedziało A i „skubnęło” z parkietu x milionów złotych, trzeba powiedzieć B i działać na tyle jawnie, na ile wymaga tego od nas prawo. Ale cóż, pieniądz z giełdy bywa najtańszym kredytem. Z czego Twoim zdaniem wynika takie działanie „po najmniejszej linii oporu”?

Przede wszystkim spółki często nie biorą pod uwagę kolejnych emisji. Gdyby o tym myślały, prowadziłyby inną politykę komunikacyjną. Celem wielu spółek poza pozyskaniem pieniędzy z emisji jest możliwość sklasyfikowania się jako „spółki giełdowej”. To jest teraz w cenie, dobrze pozycjonuje spółkę.

Druga sprawa to wygoda i pójście na łatwiznę. Z inwestorem instytucjonalnym jest mniej kłopotów, a efekt działań bywa lepszy. Inwestor indywidualny zdaniem spółek wciąż jest jeszcze niedouczony, męczący i ma za mało środków do zainwestowania. No to po co się starać? To naturalne, że przy takim rozumieniu rynku spółki nie starają się pisać komunikatów pod inwestora indywidualnego. Raporty bieżące to dla nich tylko przykry obowiązek.

Widać tu podejście „po nas choćby potop”. Stanę tutaj jednak w roli advocatus diaboli – spółka akcyjna to nie jest i nie będzie działalność charytatywna. Jeżeli np. na Walne raz za razem nie fatyguje się żaden z inwestorów indywidualnych, a maile czy telefony od inwestorów indywidualnych pojawiają się z częstotliwością spotykania jednorożców albo Yeti, to jak zarządy mają widzieć sens w aktywniejszej komunikacji?

I tak część z nich traktuje IR jako zło konieczne i najchętniej gdyby nie musiała, to by nie powiedziała ani słowa inwestorom. No, ale nie da się zjeść ciastka i mieć ciastka. To praca u podstaw, od tego powinniśmy zacząć, nie sądzisz?

Odwrócę sytuację: dlaczego inwestorzy indywidualni nie dzwonią do spółek? Może dlatego, że słyszą: „to wszystko znajdzie pan/pani na stronie”, „nie mogę udzielić informacji, to jest informacja poufna” nawet, gdy tak nie jest. Idźmy dalej – raporty bieżące często są pisane tak, że wielu inwestorów indywidualnych czytając je czuje się idiotami. No, bo jak zrozumieć raport, w którym jedno zdanie ma 113 słów i jest tak zawiłe, że nie da się go ogarnąć, póki nie zrobi się mu rozbioru gramatycznego. Taki inwestor nie zadzwoni, bo czuje się za głupi. A jeśli już się odważy, instynktownie wyczuwa, że przeszkadza, dopytując o wyjaśnienie. I to jest efekt działania spółek.

A walne? Jeżdżenie na walne jest kosztowne i czasochłonne, a często są to spore odległości. A jeśli spółka zwołuje walne dla jednej uchwały, no to proszę o wybaczenie… Walne będzie trwało 15 minut, a mój dojazd kilka godzin. Spółki narzekają na inwestorów i zwalają na nich winę. Ale tu trzeba zadać pytanie – co było pierwsze, jajko, czy kura? Co jest bardziej prawdopodobne, niechęć inwestora do spółki, w którą sam zainwestował własne środki, czy niechęć spółki do inwestora, który zajmuje czas, ma wymagania i oczekiwania?

To się rozumie samo przez się, ale staram zachować się neutralność wobec obydwu stron sporu. Zadam kolejne pytanie – dlaczego inwestorzy słyszą takie negatywne dictum od spółek? (nawet od tych, które chętnie by tych informacji udzieliły)?

A dlaczego następuje paraliż informacyjny? Może również dlatego, że spółki boją się powiedzieć jedno słowo za dużo, by nie doprowadzić do wycieku informacji poufnej i otrzymania nieciekawej korespondencji (ba, żeby tylko!) z KNF? Dlatego (często niesłusznie!) zachowują taką guślarską tajemniczość. Po drugie – elektroniczne i zdalne Walne rozwiązałoby ten problem, ale znowu – obawa przed wydaniem pieniędzy i wrogością (np. inwestorów większościowych czy rady nadzorczej) bierze górę? Więc tkwią w takim konformistycznym ciepełku i działają – realizując program minimum.

Wydaje mi się, że to jest wina niedojrzałości rynku i samych emitentów, ale przede wszystkim nadgorliwości wielu doradców w straszeniu spółek przepisami. To niezły biznes, z ogromnymi pieniędzmi do wzięcia. Szkolenia przed, szkolenia w trakcie, szkolenia po, szkolenia, bo zmiana przepisów, szkolenia, bo nowa interpretacja, doradztwo w trakcie, doradztwo po, asysta przy wypełnianiu obowiązków informacyjnych. Młode spółki giełdowe są tak przerażone przepisami, że boją się powiedzieć cokolwiek poza opublikowanymi w ESPI, czy EBI informacjami. Dokłada się do tego KNF, który na seminariach również straszy karami, zamiast wyjaśniać.

Nie twierdzę, że przepisy są złe. Ale nie można dać się zwariować. Inwestor musi rozumieć, w co inwestuje. Ma do tego prawo, jest właścicielem paru cegiełek w tej spółce. Komunikacja to sztuka. A komunikacja giełdowa to szczególnie trudny kawałek chleba. Większość spółek po prostu odfajkowuje punkty w rozporządzeniu. Inna sprawa, że nie zawsze spółka może wszystko powiedzieć. Ale czy naprawdę to jest problemem? Nie sądzę. Rozumieją to i przepisy, i inwestorzy.

Problem w tym, że Komisja nie tylko straszy, ale i realnie karze. Czasami dotkliwie. Aspekt sankcji i kija niestety jest stawiany na pierwszym miejscu. To duży błąd giełdowego regulatora, można by to zupełnie inaczej sprzedać PR-owo, dla korzyści każdego z rynkowych interesariuszy. A spółki nauczone doświadczeniem innych podmiotów wolą dmuchać na zimne i się szkolą (ba, żeby wszyscy..) Nie ma w tym nic dziwnego. Może poza tym, iż branżowy rynek szkoleniowy też jest specyficzny. Popatrz na tematykę. Ciągle to samo i głównie dla początkujących. A dla reszty? Zmieniamy to jako wortal ile się da, ale jedna jaskółka nie czyni wiosny. Kto zatem powinien pierwszy dać asumpt do zmiany? Kto powinien najbardziej naciskać?

Komisja realnie karze? Może trochę, ale jak bardzo trzeba się postarać, żeby KNF spółkę zauważył i „docenił” karą. To wbrew pozorom nie jest łatwe! Te „straszne kary” to, moim zdaniem, też jest efekt PR-u własnego doradców i szkoleniowców z rynku kapitałowego. Największą realną karą, która spotyka większość spółek giełdowych, jest pismo z logotypem KNF-u na kopercie.

Prawdą jest, że są spółki, które nie szkolą się w ogóle. Ale są też takie, które szkolą się tylko po to, by nauczyć się bezpiecznie unikać przekazywania informacji inwestorom. Na szczęście są też spółki, od których wszyscy możemy się uczyć. To one powinny szkolić rynek. To są spółki, które rozumieją, że komunikacja z inwestorem wymaga umiejętności komunikacji. Truizm? To zaskakujące, ale wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie mamy moim zdaniem instytucji, stowarzyszenia, które w tej chwili poradziłoby sobie z problemem braku komunikacji. Wszyscy mają zbyt dużo do stracenia, by mówić głośno i bez zahamowań. Musi nadejść nowe pokolenie, które wypchnie z rynku kapitałowego stare pokolenie, by ci „starzy” mogli już działać poza rynkiem i zacząć go zmieniać z poziomu mentora praktyka. Ja też chcę jeszcze popracować trochę na rynku kapitałowym, a nie udałoby mi się to, gdyby mój blog nie był anonimowy. Ale mam też potrzebę działania.

Nie pomijam aspektu edukacyjnego KNF. Zdaje sobie również sprawę, iż już fakt otrzymania pisma „stawia do pionu” wielu emitentów. Jednakże zgodzę się z Tobą, iż ten pozytywny aspekt działalności regulatora jest kompletnie pomijany w jego komunikacji! Kary, sankcje, więzienie i wykluczenie z obrotu – to powtarza się jak mantrę. Co do potrzeb szkoleniowych – doceniam wolę tych, którzy chcą się szkolić. Bo najważniejsze, by się „chciało chcieć”. Z inwestorskiej perspektywy to chyba lepsza alternatywa, niż spółka – besserwisser, która tuż po IPO uważa, że posiadła już wszystkie mądrości giełdowe?

Wspominasz również o Twojej potrzebie działania: nie patyczkujesz się ze spółkami, wytykasz istotne błędy. Jak najlepiej chciałbyś spożytkować swoją blogową aktywność w perspektywie kolejnych miesięcy? Czy zamierzasz rozszerzyć analizę poza raporty bieżące?

Skupiam się na raportach bieżących, ponieważ to one szczególnie mocno wpływają na postrzeganie i bieżącą wycenę spółek, na rozumienie aktualnej sytuacji spółki przez inwestorów, na zaufanie i sympatię do emitentów. Sympatia to taki parametr, który zupełnie się pomija w Polsce, a jest bardzo ważny w relacjach inwestorskich. Poza tym, raporty bieżące są traktowane przez branżę po macoszemu. Ktoś w końcu musi się nimi zająć. Padło na mnie. I niech tak będzie. Zaglądam oczywiście do raportów okresowych, ale nie zajmuję się analizą fundamentalną. Interesuje mnie raczej poszukiwanie dziury w całym. To jest taka kombinacja analizy prawnej, lingwistycznej i psychologicznej, czyli jest to raczej praca śledczego niż analityka. Mam nadzieję, że moje działanie będzie motywatorem dla spółek do przyjrzenia się temu, co wysyłają do inwestorów. Taki feedback. Trochę złośliwy, ale w dobrym celu.

CDN

Uzo Borewicz – branżowy bloger, autor Matter of fact no. 212UV Od wielu lat zajmuje się relacjami inwestorskimi w spółkach giełdowych, zarówno tych notowanych na rynku regulowanym, jak i tych na NewConnect, czy na Catalyst. Ma za sobą wiele debiutów giełdowych, wiele lat tworzenia prospektów emisyjnych, raportów giełdowych i innych dokumentów przeznaczonych dla inwestorów.

Grzegorz Surma

Print This Post Print This Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

18 − 16 =