Interesy Emitenta, interesy kontrahenta – w poszukiwaniu złotego środka

Praktyczne wypełnianie obowiązków informacyjnych czasami przypomina wyprawę przez pole minowe, a IR Manager występuje w roli sapera. Czasem bywa jeszcze gorzej, bo „atak” może przyjść z różnych stron. Czasami z takiej, której się kompletnie nie spodziewamy. Warto mieć zatem oczy dookoła głowy, a nie patrzeć jedynie pod nogi..

Raportowanie „umowy znaczącej” pod regulacjami obowiązującymi do 3 lipca 2016 r. nie było dla praktyka czynnością nadmiernie skomplikowaną. Oczywiście, umowa umowie nierówna. Umowa z bankiem bądź zawierana między pomiotami bardzo specyficznej branży wymagała większej ilości poświęconej pracy, niż zdarzenie klasyczne.

Kłopoty mogły pojawić się w sytuacji, gdy kontrahent „stawał okoniem”. Mógł zrobić to w poprzedniej rzeczywistości prawnej, może zrobić to również teraz, w MAR-owskich realiach.

Gdy spółka zawierała umowę w trybie postępowania publicznego z jednostką samorządową bądź jakąkolwiek inną „publiczną”, problem ten z reguły nie miał szans zaistnieć. Każda ze stron zdawała sobie sprawę, że niektóre kluczowe elementy umowy mogą wyjść na światło dzienne. Nawet jeżeli nasz kontrahent nie miała pojęcia, jakie obostrzenia sprawozdawcze obowiązują spółkę giełdową, nikt z reguły nie robił problemów w kontekście możliwej publikacji.

Inaczej sprawa może wyglądać w przypadku, gdy drugą stroną umowy był np. polski przedstawiciel zagranicznego koncernu, bądź występujący samodzielnie zagraniczny kontrahent. Co ciekawe, wiele takich podmiotów to polskie oddziały światowych koncernów, notowanych na innych giełdach (np. frankfurckiej bądź nowojorskiej).

Takie umowy często już na etapie negocjacji bywają obwarowane niezliczonymi klauzulami poufności, które surowo precyzują, iż pod żadnym pozorem jakakolwiek informacja nie może wyjść na światło dzienne. Jeżeli taka sytuacja nastąpi, wiązać się może ona z przykrymi konsekwencjami dla Emitenta – finansowymi, utracie zaufania kontrahenta, braku możliwości współpracy przy nowych projektach, aż do zerwania umowy włącznie.

Jak to wygląda z perspektywy praktycznego wykonywania obowiązków informacyjnych i raportowania zdarzeń o charakterze cenotwórczym? Nieciekawie. IR Manager często staje „pomiędzy młotem a kowadłem”. Jeżeli ugiąłby się pod argumentami kontrahenta i pominął opublikowanie takiego zdarzenia jako informacji poufnej, może trafić pod radar polskiego regulatora. Jego średnio będzie interesować, co sobie strony między sobą wynegocjowały i ustaliły. I w praktyce będzie miał rację. Dlaczego? Jakiekolwiek ustalenia bilateralne w sytuacji obowiązku raportowania, płynącego z Rozporządzenia unijnego, bądź polskiego prawa zawsze będą znajdować się niżej w hierarchii. Argument, że „kontrahent nam nie zezwolił” nie będzie miał racji bytu. Spółka w takiej sytuacji może spodziewać się konsekwencji, płynących z zaniechania raportowania.

I tak źle i tak niedobrze, nieprawdaż?

Jak można zabezpieczyć się przed taką sytuacją? Uniwersalnych i sprawdzonych w każdych warunkach sposobów nie ma, ale o zdarzeniu potencjalnie wymagającym raportowania powinniśmy myśleć już na etapie otrzymania informacji o podjęciu negocjacji takiej umowy. Należy zrobić wszystko, by uczulić kontrahenta na sytuację, iż może on zawrzeć kontrakt ze spółką giełdową, na której ciążą określone, konkretne obowiązki sprawozdawcze. Dobrą praktyką na etapie właściwych negocjacji konkretnego kształtu umowy jest wprowadzenie do niej zapisów dot. ew. możliwości publicznego ujawnienia niektórych kluczowych informacji umowy. Kontrahent powinien zdawać sobie sprawę, z kim taką umowę zawiera. Jeżeli nie zdaje sobie sprawy – a mówmy np. o sytuacji gdy Emitent chce zawrzeć umowę z polskim odziałem światowego koncernu X, należy mu to jasno przedstawić. Jeżeli opór jest nadal utrzymywany, nie od rzeczy będzie przypomnienie, bądź prośba o przekazanie informacji do centrali koncernu (jeżeli jest ona notowana na jakiejkolwiek giełdzie). Z dużą dozą prawdopodobieństwa informacja zwrotna otrzymana „od centrali” wyprostuje wątpliwości polskiego oddziału. Taki oddział koncernu zarejestrowany na terenie naszego kraju teoretycznie nie ma przecież obowiązku znać procedur i wymogów, wynikających ze statusu spółki giełdowej. Każda metoda przypomnienia o tym fakcie jest bardzo cenna.

Dlatego niezmiernie istotny jest bieżący kontakt w takich sytuacjach pomiędzy Zarządem a osobą bezpośrednio odpowiadającą za obowiązki informacyjne już na etapie konkretniejszych ustaleń co do przyszłego kształtu umowy.

Co począć w sytuacji, gdy opór jest nadal utrzymywany i druga strona grozi zerwaniem negocjacji bądź umowy, jeżeli doszłoby do praktycznego wykonania obowiązku sprawozdawczego? Nie polecam bezkrytycznego przyjęcia jej stanowiska, nawet gdy nasz Zarząd na to naciska. Rolą IR Managera jest argumentować i jasno przedstawić potencjalne konsekwencje, które mogą wiązać się z zaniechaniem raportowania. Oczywiście, Zarząd podejmie ostateczną decyzję i za nią będzie odpowiadał. Często używam porównania, iż IR-owiec pełni funkcję ostrzegawczego znaku drogowego. Uczula na pewne zagrożenia i stara się przewidywać sytuację jak w szachach – kilka ruchów naprzód. Kierujący spółką może się do tych rad zastosować, albo nie. Tak jak na drodze. Kilkadziesiąt razy się uda, a jeden felerny raz możemy mieć pecha i ponieść przykre konsekwencje.

Co zatem możemy zrobić? Zaproponować opóźnienie danej informacji. Stoję jednak na stanowisku, iż obecnie to dosyć ryzykowna i skomplikowana procedura. Łatwo zmultiplikować sobie w ten sposób kilka czynników ryzyka naraz i otrzymać „post factum” zarzut, iż nasze opóźnienie wprowadziło rynek w błąd, a taką informację powinniśmy niezwłocznie po jej zaistnieniu zaraportować. Oczywiście, mówimy o sytuacji gdy dana umowa stanowi informację poufną, a my stoimy przed następującym dylematem: brak raportu/opóźnienie/zerwanie umowy w przypadku natychmiastowego raportu. W takim przypadku łatwiej będzie podjąć ew. decyzję o opóźnieniu takiej informacji.

Moim zdaniem opóźnienie informacji pod radarem MAR wiąże się jednak z większym ryzykiem, niż pod poprzednimi regulacjami. Czy warto takie ryzyko podjąć? Taką decyzję należy bardzo skrupulatnie rozważyć. Pamiętajmy, iż jeżeli się na to zdecydujemy, dokumentujmy oficjalnie każde zdarzenie i okoliczność, które na nie wpływa. Notatki służbowe w takich przypadkach powinny być naszym chlebem powszednim. Dla bezpieczeństwa naszego Zarządu, spółki oraz własnej satysfakcji zawodowej, płynącej z zachowania należytej staranności.

Powodzenia!

Grzegorz Surma

Print This Post Print This Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

15 − five =