Gdy IR-owiec odchodzi..

Nic nie trwa wiecznie, nieprawdaż? Również w środowisku relacji inwestorskich. Jest całkiem prawdopodobne, że prędzej czy później wiele spółek na własnej skórze odczuje taką sytuację. Pół biedy, gdy istnieje zastępca realnie świadomy swych obowiązków, kompetentny doradca i/lub przynajmniej dwuosobowy dział IR. To w miarę optymistyczne warianty. Ale co może się stać, gdy sytuacja prezentuje się zupełnie odmiennie? Ryzyko rośnie w postępie geometrycznym, by wystrzelić w kosmos po 3 lipca 2016, w erze Rozporządzenia MAR.

Dlaczego odchodzą?

Dlaczego IR-owiec postanawia opuścić swe stanowisko pracy? Przyczyn jest wiele. Kilka z nich pokrywa się z najczęstszymi przyczynami, dla których ludzie „rzucają papierami”.

Zarobki

Nie oszukujmy się, zarobki to jeden z głównych motywatorów. Pasja i dopasowane środowisko pracy jest niezmierniemoney-finance-bills-bank-notes ważna, ale gdy nie idzie za tym odpowiednia gratyfikacja finansowa, pasji starczy na ściśle określony czas. Najczęściej taka sytuacja trwa tyle, ile potrzeba na zdobycie maksymalnie kilku lat doświadczenia i praktyki w naszej skomplikowanej branży. Faktem jest, że stawki w IR nie należą do głodowych (oczywiście, są mocno zróżnicowane. Inaczej zarabia się w doradztwie, inaczej płacą spółki warszawskie, inne są stawki w pozostałych regionach Polski itd.), ale fakt jest faktem. Sama pasja (a branży jest naprawdę wielu pasjonatów) w pewnym okresie życia przestaje wystarczać. Szczególnie wówczas, gdy pojawiają się

Rodzina i dzieci

Nienormowany czas pracy i brak klasycznego wyjścia o określonej godzinie to branżowy standard. W gorących okresach sprawozdawczych to właściwie norma, która nikogo nie dziwi. Taka sytuacja w określonych realiach holding-hands-918990_640życiowych potrafi wygenerować poważne dylematy na temat tego, co naprawdę w życiu istotne. Tolerancja drugiej połówki na dziwne godziny powrotów do domu, jak również niemożność zaplanowania wielu rzeczy z rozsądnym wyprzedzeniem czasowym też nie będzie trwała wiecznie. Oczywiście, odpowiednio wysoka stawka bywa panaceum na przytoczoną sytuację, ale to również nie jest argument, który będzie funkcjonował zawsze. Nie każdy ma komfort posiadania kontraktu managerskiego, z którym wiążą się nielimitowane godziny pracy i stawka pozwalająca przełknąć zawodowe niedogodności. Szczególnie w sytuacji, gdy IR-owiec pełni rolę „jednoosobowego działu organizacyjno – sprawozdawczego”.

Nie znaczy to oczywiście, iż najlepiej spełniają się w tej branży single bądź panny/kawalerowie „z odzysku”, ale… fakt jest faktem. W pewnym okresie życia wielu zapragnie stabilizacji i czerpania fruktów z dotychczasowych dokonań zawodowych.

Toksyczne środowisko

Stara mądrość mówi, iż „przychodzimy do firmy, a odchodzimy od szefów”. Toksyczny przełożony potrafi złamać niejedną karierę i być przekleństwem dla wielu obiecujących branżowych adeptów. W takich sytuacjach argument finansowy trafi swoją moc, gdy w innym miejscu możemy spodziewać się bardziej zdrowych relacji (nawet za mniejsze pieniądze). Gdy do czynnika negatywnego środowiska pracy dołoży się jeszcze niezadowolenie z zarobków, odejście takiego pracownika ze spółki jest jedynie kwestią czasu. Warto to sobie uzmysłowić, by potem nie zostać „ z ręką w nocniku”.

Przesadzony multitasking

Relacje inwestorskie to dziedzina interdyscyplinarna. Wiedza z zakresu finansów, marketingu i public relations jest dosyć unikalna. Na rynku nie ma na nadpodaży doświadczonych IR Managerów. Ale gdy w naszej spółce IR-owiec jest jednocześnie:

  • specjalistą ds. obowiązków informacyjnych,
  • ekspertem/wdrożeniowcem MAR i Transparency 2,
  • fotografem,
  • webmasterem strony internetowej,
  • „pierwszą linią” kontaktu z dziennikarzami,
  • operatorem kanałów social media,
  • PR-owcem,
  • ekspertem CSR.

to żadnego z tych zadań nie wykona w stu procentach. Po co podejmować zatem takie ryzyko, szczególnie w sytuacji, gdy emitent posiada jednoosobowy dział IR? Taki zakres obowiązków posiada raczej wyspecjalizowana agencja/firma doradcza. Warto dodać, że nie każda. Doba jednej osoby, która posiada takie zweryfikowane spektrum umiejętności byłaby zdecydowanie dłuższa niż 48 godzin, a pensja wyrażana w minimum pięciocyfrowej stawce.

Stres

face-1013520_640Stres to nieodłączny element pracy IR-owca. Wie to każdy, kto tuż przed ostatecznym terminem wysłania raportu okresowego dokonywał ostatniego sprawdzenia danych, czy aby wszystko jest w porządku. Praca pod presją czasu (a taki jest IR) jest i będzie stresująca. Nie każdy takie warunki akceptuje. Nie każdy również zaakceptuje je jako nieodłączny element swej długoterminowej kariery zawodowej. Ba, nie każdy również również posiada odpowiednią konstrukcję psychiczną i umiejętność oddzielenia pracy zawodowej od życia rodzinnego i przenoszenia zawodowych problemów na domowy grunt. Jeżeli ten „work – life balance” przestaje istnieć, to zmiana jest jedynie kwestią czasu.

Brak samorealizacji

„Nie ma nic gorszego niż zmarnowany talent”, jak mówi znany cytat. Brak samorealizacji może docelowo doprowadzić do zaprzepaszczenia potencjału obiecującej osoby. Dlatego nie dziwi mnie decyzja opuszczenia środowiska, które „podcina skrzydła”, gasi w zarodku wszelkie pomysły i czyni wiele podobnych, negatywnych rzeczy. Jeżeli Twój przełożony zamiast dyskusji i burzy mózgów preferuje wojskowy dryl (IR często nie jest dziedziną zerojedynkową, trzeba o tym pamiętać!), zlecając „do wykonu” kolejne zadania, a Twa opinia nie jest brana pod uwagę to dobrze się zastanów, czy z taką spółką chcesz wiązać swe zawodowe losy. Nie oszukujmy się – taki emitent najczęściej traktuje relacje inwestorskie jako zło konieczne i byłby przeszczęśliwy, gdyby się Ciebie pozbył. Może warto ułatwić mu to zadanie jeszcze przed procedurą delistingu : )?

Szantaż czyli TINA

To mocno kontrowersyjny sposób, którego osobiście nie polecam, ale warto o tym napisać. Pamiętajcie jedynie, iż nie ma czegoś takiego jak ktoś „niezastąpiony”. A nawet jeżeli istnieje (albo prędzej sam za takiego się uważa), życie zawodowe wyleczy go z tego błędu. Warto dodać, że ludzie niezastąpieni rzadko awansują. Po co, przecież są niezastąpieni i wyśmienicie spełniają się na danym stanowisku, czyż nie? : )

TINA, czyli „there is no alternative”, to slogan, który u swej genezy był używany przez Margaret Thatcher i Ronalda Reagana. Globalizacja musi opierać się na wolnym rynku i wolnym handlu, gdyż nie ma alternatywy dla globalnego kapitalizmu. Dlaczego używam go w kontekście IR? Bo fraza o braku alternatywy idealnie pasuje w sytuacji, gdy ktoś pragnie zagrać o wysoką stawkę, stawiając szefostwo przed faktem dokonanym. Gdy IR-owiec pracuje na samodzielnym stanowisku a jego zastępstwo jest kwestią iluzoryczną, jego odejście mogłoby być dla spółki katastrofą.

„Albo zostaję na swoich warunkach, chciałbym dostać (lista potrzeb i wymagań), albo…. do widzenia”

Oczywiście, istnieją okresy wypowiedzenia, ale… lepiej nie doprowadzać do sytuacji, gdy wszystkie kody, uprawnienia i dostępy systemowe są w ręku jednej osoby, która akurat znalazła się na zwolnieniu lekarskim…

Przedstawienie swego odejścia w kontekście wspominanego już braku alternatywy dla naszego stanowiska w założeniu ma służyć wynegocjowaniu wymarzonych warunków. Alternatywą jest wypowiedzenie umowy, więc przełożonego stawia się w sytuacji braku realnego wyboru. Nie uznaję tego za klasyczne negocjacje, bliżej temu do dyktatu czy szantażu. Nie przeczę – to bywa skuteczne, ale często doprowadza do spalenia za sobą mostów. Świat nie jest wielki. Nigdy nie wiadomo, gdzie na drodze swej kariery zawodowej spotkamy ponownie osoby, które kiedyś potraktowaliśmy w paskudny sposób.

Karma wraca. Czasami wtedy, kiedy najmniej się spodziewamy. I tym optymistycznym akcentem życzę wszystkim samych dobrych pracodawców i udanych karier : )

Grzegorz Surma

Print This Post Print This Post

One thought on “Gdy IR-owiec odchodzi..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

thirteen − eleven =