Co dalej z KNF?

Uczciwość, obiektywność, wysokie standardy etyczne, zaufanie – czy z innymi cechami powinien charakteryzować się nadzór? To truizm. Przez wiele lat Komisja Nadzoru Finansowego, jedna z kluczowych instytucji polskiego rynku kapitałowego nie kojarzyła się z niczym innym. Problem w tym, iż ostatnie wydarzenia powodują, że na dobrym obrazie polskiego nadzoru nad rynkiem kapitałowym pojawiły się rysy. Rysy, które mogą zaszkodzić nam wszystkim i pogłębić negatywne postrzeganie giełdy i powiązanych z nią instytucji jako kasyna i wielkiej szulerni.

Ten krótki tekst nie będzie skupiał się nad kwestią prawdziwości stenogramów z nagranych rozmów. To, czy i kto był winny, powinna zdecydować prokuratura, sąd czy ew. komisja śledcza. Oczywiście, w przestrzeni publicznej pojawiało się już wiele negatywnych ocen działań naszego giełdowego i bankowego regulatora (kredyty frankowe, Getback etc.), ale nadzór nad podmiotami giełdowymi był do tej pory oceniany pozytywnie. Również przeze mnie, mimo że wiele razy mój pogląd na kwestie interpretacyjne pewnych przepisów MAR-owskich, a oficjalne stanowiska KNF były odmienne. Jednakże „gra się tak, jak przeciwnik pozwala”, więc jak nadzór orzekł, „Roma locuta, causa finita” i nie ma tematu. Emitentom nie pozostaje nic innego, jak się do tego stosować, dla ich własnego dobra, co oczywiste.

Problem z obecną sytuacją leży gdzieś indziej (zasygnalizował go prezes SEG, Mirosław Kachniewski w felietonie „niebezpieczne związki”, opublikowanym na łamach „Parkietu”). Zacytujmy najważniejszy w mojej opinii fragment:

(…) W wielu sprawach nie szczędziłem krytyki pod adresem nadzorcy, ale jednego zawsze byłem pewien – uczciwości. Obowiązkiem nadzorcy jest takie zachowanie, aby nikt nigdy nie mógł nawet podejrzewać istnienia konfliktu interesów. Istotą działań nadzorczych jest podejmowanie rozstrzygnięć, które mogą być bardzo niepopularne. W każdym przypadku znajdzie się grupa niezadowolonych, więc nie można dawać żadnych pretekstów, nie może być żadnych dwuznaczności.

W obecnej sytuacji mogą się pojawić różne domysły dotyczące różnych decyzji KNF. Dlaczego jedni coś muszą, a inni nie? Dlaczego jedni płacą karę, a inni nie? Dlaczego jednym się odbiera licencję, a innym nie? Dlaczego jedne postępowania idą szybko, a inne zmierzają w kierunku przedawnienia? Dlaczego jedni są przedmiotem kontroli, a inni nie? Do dzisiaj można było uciąć wszystkie te spekulacje jednym stwierdzeniem – bo tak wynikało z obiektywnej oceny nadzorcy. Natomiast po zapoznaniu się z zapisem feralnej rozmowy nie jest to już takie oczywiste.(…)

Nic dodać, nic ująć. Możemy wyobrazić sobie sytuację, że gdyby głębsza analiza ww. sprawy w KNF przyniosła o wiele mroczniejsze odkrycia, nadzorca potencjalnie traci swój moralny imperatyw egzekwowania czegokolwiek od giełdowej spółki, dopóki sam skutecznie nie posprząta na swoim podwórku. Nie zdziwiłbym się również, gdyby jakiś zdenerwowany prezes po otrzymaniu korespondencji z KNF ująłby kwieciście na piśmie, co myśli o takim nadzorze, jego wymogach i co może mu on w tej sytuacji zrobić, ew. gdzie go pocałować. Jak wpłynęłoby to w skali makro na jakość obowiązków informacyjnych spółek giełdowych wobec inwestorów, można się tylko domyślić. Jeżeli ktoś się nie domyśla, to napiszę wprost – makabrycznie.

Dlatego ta sprawa powinna być potraktowana jako absolutny priorytet z punktu widzenia interesów państwa, jak i wszystkich interesariuszy rynku kapitałowego. Zaufanie i uczciwość jest wartością najwyższą, którą można w błyskawiczny sposób stracić.

Nasuwa mi się jeszcze jedna ciekawa kwestia – kto powinien zostać kolejnym przewodniczącym KNF. Dobrym ruchem byłby wewnętrzny awans wieloletniego pracownika Komisji. To instytucja, w której pracuje wielu świetnych, doskonale przygotowanych merytorycznie ludzi, o ogromnej wiedzy i doświadczeniu. Mam do nich duży szacunek. Nie wymienię żadnego nazwiska (chociaż kilka nazwisk nasuwa mi się od razu), bo nie chciałbym nikomu z nich zaszkodzić 🙂 Szanse na taki ruch rządowych decydentów oceniam jako marne, ale bardzo chciałbym się mylić.

Nadzorca musi być jak żona Cezara – wolny od jakichkolwiek podejrzeń. Inaczej jego funkcjonowanie traci sens. Będziemy na bieżąco śledzić tę sprawę.

Grzegorz Surma

Print This Post Print This Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

12 − 6 =