MARtwa sprawozdawczość?

3 lipca 2016 r. to ważna data z perspektywy wszystkich uczestników polskiego rynku kapitałowego, a IR managerów w szczególności. Wówczas wchodzi w życie Dyrektywa MAR (Market Abuse Regulation – dyrektywa w sprawie nadużyć rynkowych). W najbliższych dniach na wortalu rozpoczynamy obszerny cykl omawiający najważniejsze założenia ww. aktu prawnego. W tym krótkim tekście chcę jedynie zasygnalizować najważniejsze zagrożenia, które mogą się wiązać z jej wdrożeniem.

MAR w pigułce

W największym skrócie – niniejsze rozporządzenie diametralnie odmieni obowiązki sprawozdawcze emitentów. Warto zauważyć, iż Dyrektywa MAR zacznie obowiązywać z dniem 3 lipca 2016 r. na terenie wszystkich państw europejskich. Nie będą prowadzone osobne wdrożenia i dostosowania polskiego prawa od ww. dnia. MAR ma zasięg ogólny. To zmiana w giełdowej sprawozdawczości o dalece większych skutkach niż kolejne aktualizacje „Rozporządzenia w sprawie informacji bieżących i okresowych (…)”. Zniknie (nie mamy jeszcze pewności, czy w polskich realiach będzie oznaczać to pełną likwidację, czy znaczne ograniczenie) obligatoryjny katalog sprawozdawczy z przytoczonego wyżej „Rozporządzenia” – w  zamian za to poszerzona zostanie definicja informacji poufnej.

Jaki z tego wniosek? Każde zdarzenie, które spółka zdefiniuje jako precyzyjne i posiadające cenotwórczy aspekt, de facto stanie się informacją poufną. Największa zmiana to głębsza analiza „etapów pośrednich”  danego wydarzenia będącego informacją poufną i analizowanie ich pod kątem obowiązku sprawozdawczego, czyli informacji poufnej (czyli de facto rozbijanie ich na elementy i przyglądanie się im „z osobna” pod kątem sprawozdawczości). Ale tym również zajmiemy się szerzej już wkrótce na łamach naszego obszernego poradnika.

Czy aby nie jest na to za wcześnie?

To pierwsze pytanie, które się nasuwa. Czy polski rynek kapitałowy dorósł do takiego etapu, by pozostawić na tyle „wolnej ręki” giełdowym emitentom? Śmiem wątpić. Widzę dwa prawdopodobne modele komunikacyjne po wejściu w życie Dyrektywy MAR.

Cisza na łączach

Model 1 – MARtwa sprawozdawczość, będąca „na rękę” niektórym emitentom. Skoro znika obligatoryjny katalog obowiązków informacyjnych i sami definiujemy, co jest istotne i cenotwórcze, co należy przekazać inwestorom, nic nie stoi na przeszkodzie, by naszą komunikację ograniczyć do prawdziwego „minimum”. Mówiąc wariant „minimum” nie mam na myśli konserwatywnego modelu IR, który polega głównie na wypełnianiu katalogowych obowiązków informacyjnych i jednokierunkowej komunikacji bez analizowania rynkowego feedbacku (czyli klasycznego modelu broadcastu), ale prawdziwą informacyjną „ciszę”. Pamiętajmy, że w wariancie radykalnym „Rozporządzenie w sprawie informacji bieżących i okresowych” trafi „ad kosz”. Więc na pewno wielu pomyśli – skoro mogę, to dlaczego nie ponaginać prawa jeszcze bardziej, niż do tej pory? Ryzyko moim zdaniem jest całkiem realne. Dużo zależy od giełdowego regulatora, czyli KNF. Nie sądzę, by nie zdawali sobie sprawy z tego ryzyka. Wspomnę jeszcze, iż zaprzyjaźniony z nami bloger, Uzo Borewicz, opublikował  ciekawą analizę dotyczącą częstotliwości publikacji raportów bieżących. Zacytujmy jej fragment:

„(…) spółki, które opublikowały swój pierwszy raport giełdowy przed 2008 rokiem publikują średnio 48 raportów rocznie. Drastycznie poniżej tej średniej zeszły spółki, które pojawiły się na giełdzie później. Te, które rozpoczęły wypełnianie obowiązków informacyjnych w latach 2008 – 2014 publikują średnio 17 raportów rocznie. To przepaść(…)

Jaki z tego morał? Ilość publikowanych raportów spada, a na serwerach ESPI coraz częściej „hula wiatr”. Ryzyko tego, iż po wejściu w życie Dyrektywy MAR sytuacja się pogorszy jest jak najbardziej realne.

Najlepsi wychodzą przed szereg

Model 2 – czyli polityka świadomych emitentów, dla których IR oraz dwustronna komunikacja ma wartość, będąc elementem strategii spółki. Mimo iż zamknięty katalog sprawozdawczy trafi do lamusa, nikt przecież nie zabroni dalej z niego korzystać pod kątem analizowania cenotwórczości danych informacji poufnych. Te kilkadziesiąt zdarzeń to kilkadziesiąt ważnych informacji poufnych, które należałoby zaraportować. To dobry punkt wyjścia do rozwijania swych sprawozdawczych kompetencji w dziedzinie informacji poufnych i czy nie ułatwi to życia emitentom, niezależnie od poziomu ich branżowego doświadczenia?

Rynek (oraz my!) zapewne będzie uważnie obserwował zachowanie największych polskich „blue chipów” (w tym spółek, będących laureatami branżowych plebiscytów). To, jak najwięksi i najbardziej utytułowani zachowają się w procesie sprawozdawczym po wejściu w życie Dyrektywy MAR, będzie stanowić istotną informację zwrotną dla pozostałych emitentów.

Nasz wortal jak zwykle będzie trzymać rękę na pulsie, lobbować za najlepszymi praktykami oraz ganić te „dobre inaczej”.

Grzegorz Surma

Print This Post Print This Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

4 × 3 =