„Przed polskim IR jest jeszcze wiele wyzwań” – wywiad z Michałem Nyznar, Specjalistą ds. relacji inwestorskich w Chemoserwis-Dwory S.A.

/Grzegorz Surma/ Witam, Panie Michale. Na wstępie naszej rozmowy chciałbym zapytać, jak trafił Pan do branży relacji inwestorskich? Planowany rozwój kariery, pozytywne zrządzenie losu czy może jeszcze inna kwestia?

/Michał Nyznar/ Witam serdecznie. Pracę na stanowisku referenta w dziale relacji inwestorskich Chemoservis-Dwory S.A., rozpocząłem niemal równolegle z debiutem spółki na GPW, w kolejnych latach obejmując coraz szerszy zakres obowiązków awansowałem na stanowisko specjalisty ds. IR, można więc powiedzieć, że rozwijam się wraz z firmą. Z perspektywy czasu sądzę, że obecny przedmiot mojej pracy zawodowej zawdzięczam przede wszystkim osobom, które zobaczyły we mnie potencjał i umożliwiły mi go rozwinąć, za co z tego miejsca uprzejmie dziękuję.      

Jak Pan ocenia polską branżę IR? Moim zdaniem jesteśmy jeszcze na zupełnie innym poziomie rozwoju (dużo wolniejszy rozwój), niż przykładowo klasyczna branża public relations. W IR pozostało jeszcze wiele do zrobienia – opóźnienie do praktyk realizowanych w krajach Zachodu szacuję na dobrych kilka lat, które musimy nadrabiać codzienną pracą. Czy podziela Pan tą opinię?

Nie da się ukryć, że na chwilę obecną poziom rozwoju relacji inwestorskich na polskim rynku, znacząco odbiega od standardów stosowanych na zachodzie. Oczywistą przyczyną takiego stanu rzeczy jest kilkudziesięcioletnia różnica w funkcjonowaniu IR na naszym rynku, w porównaniu z krajami wysokorozwiniętymi.

Doświadczenie zachodu nabyte przez lata, w których polska gospodarka nie miała możliwości rozwinięcia rynku kapitałowego, sprawia że nie możemy ze sobą konkurować. Mamy za to od kogo się uczyć, łatwiej jest nam wyciągać wnioski, możemy eliminować błędne założenia. Zasadniczym problemem jak Pan słusznie zauważył jest tu tempo rozwoju, jakie możemy osiągnąć „ścigając” zachód. Jak zgodnie podkreślają uczestnicy rynku, IR w polskiej rzeczywistości zbyt często jest mylony z PR.

Nowoczesne relacje inwestorskie, to dużo więcej niż komunikacja z inwestorami za pomocą narzędzi public relations. To osobna dziedzina, która powinna bazować na wiedzy z zakresu zarządzania, marketingu oraz finansów. Tylko takie podejście jest w stanie zapewnić efekty i przełożyć się na to, że relacje inwestorskie będą stawały się coraz ważniejsze i będą miały możliwość efektywnie się rozwijać. Reasumując przed polskim IR jest jeszcze wiele wyzwań, natomiast uważam, że branża dobrze wykorzystała ostatnie lata.

Czy mógłby Pan przybliżyć naszym Czytelnikom jak wygląda codzienna praca komórki IR w Grupie Chemoservis – Dwory?

Myślę, że standardowy dzień pracy w firmie Chemoservis-Dwory nie różni się niczym szczególnym od innych spółek publicznych. Oczywiście specyfika pracy w korporacji wycenianej na 5 mld zł, a firmie o kapitalizacji 50 mln zł jest znacząca ze względu na efekt skali, natomiast podstawowe problemy zostają te same. Obowiązki informacyjne, jak również  interakcja z inwestorami wymaga dużej odporności na stres, wysokich kompetencji oraz osobistego zaangażowania.

Pracownicy działu IR niemal codziennie muszą udowadniać, że posiadają wszystkie te cechy, co więcej muszą nad nimi pracować i nieustannie je rozwijać. Dzieje się tak dlatego, że w branży tej nie można nastawiać się na szybki efekt, zbliżony do tego, który produktom czy usługom daje kampania marketingowa. Przekaz płynący z firmy musi być rzetelny i prawdziwy, co w sposób permanentny zajmuje naszą codzienność.    

Ile osób liczy Państwa komórka relacji inwestorskich?. Czy obecny skład jest odpowiedzią na ilość i zakres zadań, jakie Państwo realizujecie?

Obecnie dział Relacji Inwestorskich naszej firmy liczy dwie osoby. Oczywiście dochodzi współpraca z kancelarią prawną i innymi podmiotami doradczymi, zwłaszcza przy dużych tematach takich jak np. niedawno przeprowadzony resplit akcji spółki. Natomiast znakomitą większość codziennych obowiązków realizujemy wewnętrznie. W mojej ocenie dwie osoby odpowiedzialne za IR w tej wielkości spółce, gwarantują prawidłowy i stabilny przepływ informacji. Rzeczą oczywistą jest, iż osoby te muszą kwalifikować się wiedzą i doświadczeniem w zakresie sprawowanych obowiązków.

Państwa free float kształtuje się na poziomie prawie 46% Czy w związku z tym prowadzicie Państwo komunikację z inwestorami indywidualnymi lub organizujecie konkretne akcje, skierowane do tej grupy docelowej?

Ze względu na przyjętą przez zarząd klasyczną koncepcję relacji inwestorskich, nie prowadzimy obecnie akcji skierowanych wprost do inwestorów indywidualnych. Kluczowymi dla spółki są branżowi inwestorzy długoterminowi, którzy oczekują kontynuacji dotychczasowej strategii firmy.

Natomiast nie oznacza to, że bagatelizujemy blisko połowę akcjonariuszy spółki. Wręcz przeciwnie staramy się prowadzić aktywny dialog z inwestorami indywidualnymi, wykorzystując różne kanały komunikacji. Systematycznie przypominamy o sobie rynkowi, zarówno w kontekście nowo pozyskanych kontraktów jak i kolejnych akwizycji. Wszystkie te informacje są podane rynkowi w formie przejrzystych komunikatów. Ponadto jesteśmy otwarci na dialog z każdym inwestorem.  

Praca IR-owca polega również na budowaniu dobrych relacji ze spółkami zależnymi (m.in. w kontekście wypełniania obowiązków informacyjnych dot. sprawozdawczości bieżącej i okresowej). Jak u Państwa wygląda to w praktyce? Z doświadczenia wiem, że praktyczne budowanie obiegu informacji bywa często sygnalizowanym problemem.

Mamy już pewne doświadczenie we wprowadzaniu zasad przepływu informacji w spółkach zależnych. Proces akwizycji realizowany przez zarząd spółki, rozpoczął się w 2009 roku i tak naprawdę trwa do dnia dzisiejszego. W trakcie tego czasu skutecznie wprowadziliśmy procedury w pięciu podmiotach, których wyniki finansowe konsolidujemy. Oczywiście taki proces wymaga pewnej elastyczności oraz stałego kontaktu z działami finansowymi jednostek zależnych, natomiast przy dobrze zdefiniowanym zakresie obowiązków i odpowiedzialności nie przysparza to większych problemów.        

Jak Pan ocenia głównego giełdowego regulatora, czyli Komisję Nadzoru Finansowego? Na ile Pana zdaniem jej działalność przyczynia się do umacniania transparentności na polskim rynku kapitałowym?

Dyskusja na temat zintegrowanego nadzoru trwała już zanim ten powstał w 2006 roku. Pomysł by takim nadzorem objąć instytucje finansowe działające w Polsce od początku miał wielu sceptyków. Analizując działania KNF z całą pewnością znajdziemy zarówno sukcesy jak i wydarzenia, które nie stanowią powodu do chluby.

Przyznać jednak należy, że ostrożność jaką komisja zalecała bankom w kwestii walutowych kredytów mieszkaniowych tj. rekomendacja S i kilka innych zaleceń, w tym rekomendacja T, pozwoliły ustrzec polskich klientów przed skutkami kryzysu, w stopniu który odczuli najbardziej kredytobiorcy ze Stanów Zjednoczonych. Z inicjatywy komisji zaczęły powstawać różnego rodzaju projekty edukacyjne, rozpoczął działalność sąd polubowny, który zajmuje się rozpatrywaniem sporów między uczestnikami całego rynku finansowego, co także należy zapisać po stronie pozytywów.

W kontekście rynku kapitałowego, który nie jest wolny od nadużyć i nieprawidłowości, Komisja Nadzoru Finansowego odpowiedzialna jest za jego prawidłowe funkcjonowanie, szczególnie w zakresie jego stabilności, przejrzystości, bezpieczeństwa i ochrony uczestników obrotu. Rynek kapitałowy o wysokich standardach daje inwestorom poczucie bezpieczeństwa. Stąd przyciąga on inwestorów krajowych i zagranicznych, którzy widząc, że posiadają zagwarantowaną ochronę swych interesów, bez obawy lokują na nim swoje kapitały. Szczególną ochroną są objęci drobni inwestorzy, którzy znajdują się niejednokrotnie w trudniejszej sytuacji, niż inwestorzy instytucjonalni lub indywidualni posiadający duże pakiety instrumentów finansowych. Drobni inwestorzy nie posiadają znaczącego wpływu na notowania instrumentów finansowych, stąd są narażeni na niekorzystne dla nich skutki nieprawnych manipulacji na rynku.

Jak wielką wagę przykłada się w naszym państwie roli nadzoru finansowego świadczy fakt, że KNF podlega bezpośrednio premierowi Rzeczpospolitej Polskiej.

Jak Pan ocenia plany mające na celu ograniczenie częstotliwości publikowania raportów okresowych? Dyrektywa Unii Europejskiej regulująca ww. kwestię weszła w życie w listopadzie 2013 r. Najistotniejsza zmiana przepisów unijnych dotyczy zakazu ustanawiania przez Państwa macierzyste obowiązków publikacji raportów okresowych innych niż raporty roczne i półroczne. Czy Pana zdaniem wdrażanie takiej dyrektywy w obecnej fazie rozwoju rynku kapitałowego ma jakikolwiek sens? Moim zdaniem nie przyniesie ona wiele dobrego dla rynkowej przejrzystości oraz w kwestii równego dostępu do informacji.

Dyrektywa UE, o której Pan wspomniał daje nam czas na jej wdrożenie do listopada 2015 roku, dlatego mamy jeszcze czas na szczegółową ocenę tego rozwiązania oraz opracowanie odpowiedniego scenariusza działań. Oczywiście opinie środowiska są miażdżące i zalecają utrzymanie obowiązku publikacji raportów kwartalnych, ja również podzielam to zdanie.

W przeciwieństwie do dojrzałych rynków nasz znajduje się wciąż na ścieżce rozwoju. Na tym etapie niezwykle istotny jest nacisk na budowę zaufania i wiarygodności, a raporty kwartalne znacząco obniżają ryzyko inwestycyjne i koszty pozyskiwania kapitału, co więcej sytuacja finansowa spółek może się zmieniać z kwartału na kwartał. Koszty generowane przez publikacje raportów kwartalnych, których zminimalizowanie jest jedną z przesłanek przedmiotowej dyrektywy, pozostają nieporównywalnie niższe do publikacji raportów półrocznych i rocznych, które wymagają dodatkowych dokumentów oraz płatnych audytów. Istotną sprawą jest także potencjalny wzrost ryzyka wykorzystywania informacji poufnych, w momencie publikacji raportów okresowych z częstotliwością półroczną.

Na dzień dzisiejszy nie wiemy jaką decyzję podejmie Ministerstwo Finansów, natomiast w mojej ocenie warto zastanowić się nad alternatywnym rozwiązaniem, a mianowicie nad likwidacją raportów za II i IV kwartał, z których i tak spółki coraz częściej rezygnują na rzecz półrocznych i rocznych. Reasumując kwestia wprowadzenia dyrektywy ograniczającej częstotliwość publikacji raportów okresowych, zawiera się w stwierdzeniu, że zmniejszenie wymagań może pomóc emitentom, natomiast może zaszkodzi inwestorom. Na dzień dzisiejszy nie możemy sobie na to pozwolić.

Jakie jest Pana zdanie na temat raportowania działań związanych ze społeczną odpowiedzialnością biznesu? Czy Pana zdaniem w niedalekiej przyszłości można liczyć na upowszechnienie raportowania przez Spółki treści fakultatywnych, wykraczających poza „program minimum” w IR? Jak to wygląda w Grupie Chemoservis – Dwory?

Bez wątpienia CSR w branżach, których działalność generuje liczne problemy takie jak zanieczyszczenie środowiska czy wyczerpywanie zasobów naturalnych, jest narzędziem niezbędnym. Dzięki społecznej odpowiedzialności biznesu, firmy te mogą poprawić swoją reputację, a tym samym zwiększyć wycenę swoich akcji oraz zyski. W niedalekiej perspektywie czasu z całą pewnością możemy liczyć na upowszechnienie tego typu raportowania w coraz to szerszym zakresie, zwłaszcza wśród spółek z sektora energetycznego czy wydobywczego.

Problem jaki może wystąpić w konsekwencji upowszechnienia się CSR jest fakt, że często może być on jedynie cyniczną i nieczystą grą. Jednak w przypadku stosowania podobnych praktyk, rynek szybko to zweryfikuje. Jeśli chodzi o Grupę Chemoservis-Dwory skala oddziaływania prowadzonej działalności na otoczenie jest niewielka, zarówno pod kątem ekologicznym jak i społecznym. Z uwagi na to w moim przekonaniu bezzasadnym jest stosowanie sformalizowanych procedur, mających służyć opisowi podjętych działań, natomiast obciążających finansowo spółkę. Niemniej jednak firma widzi potrzeby lokalnej społeczności i stara się aktywnie uczestniczyć w jej życiu, wspierając m.in. rozwój sportu, organizując płatne praktyki i staże czy wspierając fundacje pożytku publicznego.        

Co Pan sądzi o mediach społecznościowych i ich użyteczności w praktycznym prowadzeniu relacji inwestorskich?

Postęp technologiczny, a wraz z nim rozwój narzędzi służących do komunikowania się przez Internet ma coraz większy wpływ na różne dziedziny naszego życia, w tym bez wątpienia także na relacje inwestorskie. Na przestrzeni ostatnich kilku lat powstało wiele innowacyjnych możliwości komunikacyjnych, opartych na nowych mediach, które zapewniają skuteczny przepływ informacji pomiędzy emitentami, a rynkiem. Oczywiście jest to pozytywna tendencja, w której możemy doszukiwać się jedynie pozytywnych aspektów.

W dzisiejszej rzeczywistości dobrze zbudowany serwis internetowy spółki giełdowej to niezbędne minimum. Narzędziami, które znacznie efektywniej są w stanie dotrzeć do inwestorów są właśnie social media. Wspomniana efektywność, nie zależy jednak od ilości kanałów komunikacji, którymi posługuje się spółka, a od płynności i aktualności przekazywanych przez nią komunikatów. Strategia działania działu odpowiedzialnego za IR powinna obejmować szeroki wachlarz danych na temat zdarzeń zarówno z bieżącej, jak i planowanej działalności spółki. Przekazywane treści zwiększają wtedy atrakcyjność przedsiębiorstwa, co umożliwia prowadzenie dialogu pomiędzy interesariuszam, a w dalszej perspektywie czasu bezpośrednio przekłada się na wzrost zaufania uczestników rynku.

System ESPI to zmora wielu praktyków IR. To bodajże jedna z niewielu pozostałych branż, w której podstawowe narzędzie służące do sprawozdawczości tak odstaje od możliwości, jaki współczesnemu użytkownikowi daje Web 2.0 Jak Pan sądzi, czy doczekamy się zmian w tym zakresie, np. uwolnieniu klienta ESPI bądź sprawozdawczej alternatywy – konkurencyjnego podmiotu (programu, narzędzia etc), który zrobi to po prostu lepiej, z większym naciskiem na usability?

Problem, który Pan poruszył jest znacznie bardziej złożony niż samo usability systemu ESPI, który na marginesie faktycznie jest anachroniczny i może przysparzać wielu trudności zwłaszcza początkującym operatorom.

Wracając do sedna, polskie prawodawstwo bardzo powoli reaguje na postęp technologiczny i trendy w sposobach komunikacji. W USA spółki giełdowe mogą podawać istotne z punktu widzenia inwestorów informacje np. poprzez Facebooka czy Twittera. Jest to możliwe, ponieważ amerykański regulator zezwolił na oficjalne wykorzystywanie nowych mediów do komunikacji z inwestorami. Sytuacja ta pokazuje jak ogromną siłę posiadają media społecznościowe i że z czasem coraz większy ciężar informacyjny będzie przechodził właśnie na ich stronę. Na wprowadzenie podobnych rozwiązań w dającej się przewidzieć przyszłości, myślę że nie mamy co liczyć. Natomiast upgrade ESPI w moim odczuciu wydaje się być kwestią czasu, bowiem domagają się tego zarówno emitenci jak i inwestorzy. Pozostaje nam jedynie uzbroić się w cierpliwość.

Michał Nyznar jest absolwentem Uniwersytetu Śląskiego oraz Akademii Górniczo-Hutniczej. Od początku swojej kariery zawodowej związany z oświęcimską spółką CHEMOSERVIS-DWORY S.A. Obecnie na stanowisku Specjalisty ds. Relacji Inwestorskich odpowiada za bieżące funkcjonowanie firmy w zakresie obowiązków informacyjnych oraz komunikację korporacyjną.

CHEMOSERVIS-DWORY S.A. jest dynamicznie rozwijającą się spółką, zajmującą się remontami maszyn, urządzeń i instalacji oraz generalną realizacją inwestycji na terenie całego kraju. Swoje usługi firma realizuje głównie w branży chemicznej, petrochemicznej, energetycznej oraz elektrycznej. Na warszawskim parkiecie obecna od 2008 roku. 

Grzegorz Surma

Print This Post Print This Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1 × 5 =