5 rzeczy, których lepiej nie rób, pracując w branży IR

Relacje inwestorskie cały czas ewoluują. Spółka, która do tej pory prowadziła tragiczną komunikację z inwestorami, odznaczając się jednocześnie guślarską tajemniczością po wdrożeniu w życie właściwej strategii IR mogą stać się wzorem nowoczesnej i odpowiedzialnej komunikacji z rynkiem kapitałowym. Czasami jedna źle wprowadzona rzecz może zmasakrować spółkę wizerunkowo, narazić na ostracyzm i krytykę giełdowych interesariuszy lub nawet aktywować do działania regulatorów.

Bo wszystko zazwyczaj zaczyna się od .. /nie, nie zwykłej usterki : )/, ale od prezesa, zarządu czy generalnego dyrektora. Tak, właśnie oni bywają najsłabszym ogniwem w całym procesie. Ich dotyczy poniższy tekst.

„IR-owiec powiedział, ale ja i tak wiem lepiej!”

Mam władzę i nie waham się jej wykorzystać, więc zdecyduję. Odporność na argumentację i syndrom besserwissera to syndrom niestety dosyć często spotykany wśród „egzekutiwów” wszelkiej maści. Co możemy doradzić? Argumentacja, przekonywanie, a najlepiej prośba o pisemne polecenie dla działu IR. Drukowana dokumentacja oraz polecenie wydane na piśmie to naturalne zabezpieczenie interesów IR-owca.

Może wykasujemy te dwa zdania? Przecież sens jest zachowany!

Nie, nie wykasujemy, bo nas (i spółkę) obowiązują przepisy, a nie prywatne, subiektywne zdanie prezesa. Rozumiemy oczywiście podległość służbową, lecz nasza decyzja jako specjalisty IR jest jasna i klarowna, gdyż opieramy się na konkretnym rozporządzeniu (które punkt po punkcie sprawdzamy z naszą „checklistą”). Oczywiście rozumiemy podległość służbową działu relacji inwestorskich, więc ostateczną decyzję podejmuje prezes, reprezentujący spółkę na zewnątrz. Podejmuje ww. działalnie, jak i ponosi za nie pełną odpowiedzialność.

W ogóle nie piszmy o tej umowie. Naciska na nas zbyt ważny klient. On jest priorytetem dla spółki.

Jeżeli komunikacja z giełdowymi interesariuszami nie jest priorytetem, po co organizowano IPO? By potraktować parkiet i inwestorów jako gigantyczny fundusz venture capital albo zmultiplikowanego Anioła Biznesu?

Po co nam polityka informacyjna? Przecież każdy wie, co należy robić i o czym informować!

Sęk w tym, że nie każdy. Okólnik sygnowany podpisami zarządu i wysłany do wszystkich kluczowych działów w firmie będzie miał o wiele większą siłę oddziaływania i moc sprawczą niż jedynie osobiste spotkania, maile i telefony wykonywane przez pracowników działu relacji inwestorskich. Warto pamiętać o rzeczy naprawdę ważnej – nie istnieje bezpośrednia podległość służbowa między działem IR a komórkami, które muszą mu dostarczać informacje, niezbędne do wykonania obowiązków służbowych. Informowanie, sugerowanie i proszenie może (ale nie musi) przynieść oczekiwany skutek. Jakiego rodzaju sankcje może nałożyć dział relacji inwestorskich na „krnąbrną” komórkę? Zawiadomić ich bezpośredniego przełożonego, ostatecznie zarząd. Naprawdę warto unikać takich sytuacji w zarodku, wdrażając właściwą politykę informacyjną.

To nie jest informacja poufna. Nikogo z akcjonariuszy to nie zainteresuje!

Jeżeli dział IR jest szanowany i posiada autorytet w spółce, dla której pracuje, taka sytuacja raczej nie będzie miała miejsca. By uniknąć takiej riposty, odpowiednio wcześniej warto uczulić zarząd na zagadnienie cenotwórczości oraz rzeczowo objaśnić rolę informacji poufnej w procedurze wypełniania obowiązków informacyjnych. Od czego to zależy? Od woli zarządu do rozmów i współpracy z działem IR. Znów wracamy do punktu wyjścia – gdy relacje inwestorskie traktuje się jako szansę, a nie kłopotliwy obowiązek, szansa zaistnienia któregoś z pięciu cytowanych powyżej przykładów jest minimalna.

Grzegorz Surma

Print This Post Print This Post

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ten + 11 =