4 pewne sposoby by stracić dobrego pracownika IR

Znalezienie dobrego pracownika działu IR, podobnie jak godnej zaufania firmy doradczej to niekoniecznie łatwe zadanie. Tymczasem tego pierwszego utracić jest całkiem prosto. Jak? Poniżej kilka bardzo skutecznych sposobów, dzięki którym podjęcie decyzji o odejściu ze spółki będzie jedynie kwestią czasu, a pozostawanie w niej – desperacją lub przykrą finansową koniecznością.

Syndrom besserwissera

Besserwisser, jak sama nazwa wskazuje, zawsze wie lepiej i musi mieć ostatnie słowo. I wszystko byłoby w porządku, gdyby rzeczywiście tak było. Niestety, rzeczywistość nie zawsze wygląda tak różowo. Pół biedy, jeżeli besserwisser potrafi zatrzymać się w pół kroku ze swoim przekonaniami i da się do niego trafić z przemyślaną argumentacją. Jeżeli na syndrom besserwissera cierpi bezpośredni przełożony bądź prominentny członek zarządu, to praca w takiej spółce nie wygląda perspektywicznie. Dlaczego? Powody są proste. Jeżeli każda propozycja jest kwestionowana i negowana argumentacją „nie bo nie!”, to o jakim zaufaniu do kompetencji pracownika możemy mówić? Warto w tym miejscu przypomnieć nieco wyświechtany, ale jakże prawdziwy cytat Steve’a Jobsa:

„To bez sensu zatrudniać mądrych ludzi do pracy, żeby mówić im co mają robić. My zatrudniamy mądrych ludzi po to, żeby to oni nam mówili co mamy robić.”

Takie regularne kwestionowanie kompetencji nie świadczy dobrze o „kwestionującym”. Co dobrego można powiedzieć o kimś, kto z premedytacją zatrudnił „głupszego” od siebie i jeszcze jest z tej decyzji dumny? Koniec końców, ten „głupszy” w końcu pójdzie po rozum do głowy i poszuka bardziej inteligentnych decydentów.

Syndrom jednoosobowej armii

Jak już nie raz wspominałem, wiele osób w naszej branży to pasjonaci, którzy autentycznie żyją tym, co robią. Tacy ludzie bardzo lubią swoją pracę i niekoniecznie z wytęsknieniem patrzą na zegarek, by ta ósma godzina wreszcie dobiegła kresu. Ale kij ma zawsze dwa końce, szczególnie w sytuacji posiadania rodziny. W niektórych spółkach w gorących okresach działalności (np. sprawozdawczych) funkcjonuje ciekawe rozwiązanie, które pozwala uniknąć nabijania nadgodzin w stachanowskim tempie. Chodzi o pracę na dwie zmiany. Żadna nowość, nieprawdaż? Aż dziw, że jest to nadal niezbyt popularne rozwiązanie.

Reasumując – wspomniany pracoholizm często bywa smutną koniecznością braku możliwości scedowania chociażby części obowiązków na inną osobę. Taki stan w firmie może funkcjonować dłuższy czas. Wiele zależy od podejścia danego pracownika i zawodowych alternatyw, jakie przed nim stoją. Jeżeli wynagrodzenie uzasadnia taki tryb pracy, to nie ma problemu – przynajmniej w krótkiej perspektywie czasowej. Niektórzy mówią, że do wszystkiego można się z czasem przyzwyczaić. Może i tak jest, ale osobiście stoję na innym stanowisku. Taki hipotetyczny IR-owiec przypomina wówczas żabę ze znanej anegdoty. Gdyby wrzucić żabę do wrzątku, wyskoczy błyskawicznie, bo życie jej miłe i posiada instynkt samozachowawczy. Gdyby natomiast stopniowo zwiększać temperaturę wody, stopniowo upiecze się na raka. I są spółki, które tak „testują” wytrzymałość swej kadry, ile jeszcze można dokręcić kolejnych śrubek. Ale to droga donikąd – chyba że zamierzasz spółko stracić dobrego pracownika. W takim przypadku jesteś na „ostatniej prostej” do tego celu.

Syndrom małego żuczka

IR-owiec często może budzić niechęć wśród innych pracowników spółki czy grupy. Bo cały czas o coś prosi, domaga się raportów i zestawień, prosi o systematyczność i punktualność. Jeżeli to dostaje, to znakomicie. Widać, że zarząd odrobił lekcję i jest świadomy roli właściwego prowadzenia komunikacji i wypełniania obowiązków informacyjnych.  Gorzej, jeżeli ranga IR managera w spółce to piąte koło u wozu, a jego moc decyzyjna jest iluzoryczna. Jak to możliwe, że ten pan X śmie coś chcieć od pana prezesa Y, przecież pan prezes Y jest bardzo zajętym człowiekiem i nie ma czasu na takie pierdoły! Faktycznie, często go nie ma. Ale dlaczego takim problemem bywa prozaiczne delegowanie zadań i czynienie ludzi odpowiedzialnymi za dane zagadnienie? To chleb powszechni managera.

Ale pan prezes znajdzie ten czas. Po pierwszym postępowaniu i sankcji. Ale najczęściej kto inny wówczas będzie próbował gasić ten wizerunkowy pożar.  Specjalista IR już dawno powie bowiem „pas!”.

Syndrom wroga giełdy

„Wiesz, tak między nami, ta cała giełda i obowiązki z nią związane to dopust boży. Ta transparentność, raportowanie, pokazywanie swego biznesu na tacy przynosi nam więcej szkody, niż pożytku. Po co to komu? Jak udanie się z tego cyrku wymiksować, by ponieść jak najmniejsze straty z tego powodu”?

Na takie dictum nie ma prostej odpowiedzi. Ale gdy go usłyszysz, nie wiąż przyszłości z takim pracodawcą. Nie tylko dlatego, iż w powyższym wariancie nie zrealizujesz chociażby cząstki swych planów i ambicji zawodowych. Raczej nie wychylisz się poza „program minimum”, a o każdą rzecz wykraczającą poza wariant minimalny będziesz toczył skomplikowaną walkę. Jeżeli skórka warta wyprawki, jakiś czas może jeszcze warto tam spędzić. W przeciwnym przypadku przygotuj sobie zawczasu drogę ewakuacyjną.

Niezależnie co wybierzesz – powodzenia!

Grzegorz Surma

Print This Post Print This Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

seventeen − eight =